"Miałam 22 lata kiedy go poznałam, chłopak za którym oglądała się każda inna z naszego roku parę miesięcy później stał się moim chłopakiem.
Byłam bardzo dumna i szczęśliwa, że akurat ja mogę być u jego boku. Potrafiliśmy się dogadać w każdej sprawie, spędzaliśmy razem dużo czasu.
Znajomi patrzyli na nas i mówili że zachowujemy się czasami jak małżeństwo, wtedy mi się to podobało, ale nie wiem czemu od nacisku niektórych
stwierdziłam kiedyś że to nie jest takie fajne. On bardzo mnie kochał, wiem że gdybym kiwnęła palcem to on pobiegł by na drugi koniec miasta, po coś
co akurat bym chciała mieć. W tedy myślałam że mam faceta który jest tym którego chcę mieć przy sobie przez całe życie.
Po jakimś roku zaczęły się pierwsze grubsze kłótnie, w tedy uważałam że to jego i wyłącznie jego wina, ale jak myślę o tym teraz to wiem, że
w dużej mierze było to spowodowane moim ówczesnym trybem życia. Nie doceniałam go, nie doceniałam tego wszystkiego co robił dla mnie, wiem że
przyjaciółki były tym zachwycone ale to co ja w tedy miałam w głowie muszę nazwać po prostu głupotą. Wybaczył mi wiele ale pewnego dnia stwierdziłam,
że nie potrzebuje chłopaka, że chcę się bawić tak jak moja przyjaciółka która była wolna i pozwalała sobie na dużo kiedy ja przy nim nie mogłam
bawić się tak jak bym chciała. Zaczęłam się zachowywać bardzo źle w stosunku do niego, kwestią czasu była następna kłótnia, on po prostu nie wytrzymał
i pokłóciliśmy się po raz ostatni. Kiedy ja się bawiłam, piłam bez umiaru, on próbował to jeszcze naprawiać, pisał dzwonił, ale ja głupia nie słuchałam swoich
myśli, słuchałam tego co powie mi koleżanka. Po pewnym czasami próbowałam zastąpić go innymi, ale kiedy leżałam z innym facetem, miałam w głowie tylko to jak
on przytulał mnie i całował czule na dobranoc, traktował moje ciało jak świątynie, jak coś pięknego. Kiedy budziłam się z innym facetem nie mogłam rano
spojrzeć w lustro, wstydziłam się sama siebie, pamiętałam o tych porankach kiedy miałam uśmiech na twarzy od rana i bardzo tego żałowałam.
Dziś mam 28 lat, jestem samotną kobietą która wynajmuje starą kawalerkę, mam pracę i nic poza tym.
Ludzie mi najbliżsi pozakładali rodziny, mają dzieci, są szczęśliwi z osobami z którymi budowali związki przez lata, byli ze sobą na dobre i złe, tak jak powinno być,
wiem o tym teraz, po paśmie znajomości z imprez, nic nie wartych gości którzy patrzyli na mnie tylko pod względem seksualnym.
Zrozumiałam że 5 lat temu zrobiłam coś bardzo głupiego, odrzuciłam człowieka który dał by mi wszystko czego teraz jako samotna kobieta przy 30
oczekiwała bym właśnie od faceta. Zrozumiałam że kochałam go, pluję sobie w brodę że dopiero teraz.
On wspólnego kolegi wiem że on ma żonę, syna, dom, ma wszystko to co kiedyś też razem planowaliśmy ale ja wolałam iść pić na kolejną imprezę
z koleżankami które teraz zmagają się z nałogiem bądź chowają samotnie dziecko gdzieś w Anglii.
Ja mogę powiedzieć o sobie dzisiaj że zabiłam coś pięknego, coś co mogło by trwać do dzisiaj, źle mi w życiu.
Zaraz ktoś mnie zwyzywa, należy mi się przyznaję, ale nie o to tu chodzi, chcę wam w jakiś sposób pomóc, nie popełniajcie tego samego błędu, szanujcie swoje dziewczyny, swoich facetów."

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz